WĘDRÓWKI POZA CZASEM - KOSMICZNA RODZINA

 


CZĘŚĆ VI

KOSMICZNA RODZINA

Pewne zdarzenia stały się tworzywem, z którego uformował się nowy szlak na Doranowym płótnie świadomości.

Opowiedział mi o tym, kiedy drzewa były już bliskie stanu uśpienia, a babie lato lśniło w słońcu niczym kontury bezimiennych duszków.

Smok ciągle podróżował w przestrzeni i czasie, spotykając wiele interesujących istot. Byli to głównie ludzie, z którymi związał swe przeznaczenie. Dlatego niemal bezustannie przebywał pośród nich, odznaczając się w snach oraz intuicji. Rozmawiał z ich wyższą jaźnią, a w momentach natchnienia służył inspiracją.

W swej pracy także i Doran nadal się czegoś uczył. Ludzie zaskakiwali go między innymi swą pomysłowością, odwagą, współodczuwaniem i chęcią niesienia pomocy. To właśnie dzięki nim pojął czym jest poczucie humoru i że serdeczny śmiech - niczym najzdolniejszy rzeźbiarz - dokonuje cudów na ludzkich twarzach oraz w ich wnętrzach.

Niestety! Te same istoty potrafiły równie skutecznie zapadać się w najgłębsze tunele rozpaczy, gubić mapy swych podróży, zadawalać innych wbrew sobie, zniekształcać własny obraz zapominając kim są i czego chcą, ukrywać emocje w domu swych ciał, odpływać w przeszłość lub przyszłość. Był świadkiem wielu konwersacji, w czasie których rozmówcy tak naprawdę nie dawali sobie wzajemnej uwagi. Płynęli na swych okrętach nie całkiem świadomie i w dobrym kierunku, zaklęci w kostiumy na wyrost, za ciasne lub całkiem nie do twarzy.

Na szczęście wielu ludzi podejmowało wysiłek nurkowania w głąb siebie, a tym samym przekraczania horyzontów osobistych ograniczeń. Stawali się niestrudzonymi archeologami własnych historii, a uwieńczeniem ich pracy była ponadczasowa, wielowymiarowa wiedza.

Doran uwielbiał momenty, w których człowiek odkrywał własną moc, wyskakiwał z cielesnego kostiumu i wykraczał poza granice poznania. Od nowa uczył się chodzić w oryginalnym stroju i mówić językiem duszy. W efekcie zupełnie zmieniał częstotliwość postrzegania i zaczynał świecić swym źródłowym blaskiem. Każda z takich przemian, była niczym nowy gwiazdozbiór w nieskończonym Wszechświecie. Zjednoczenie człowieka
z pierwotnym światłem, było dla smoka jednym z najpiękniejszych widowisk na Ziemi.

Chociaż czuł się spełniony i szczęśliwy, to brakowało mu form życia jemu podobnych. Coraz częściej zastanawiał się, czy jest jedynym smokiem we Wszechświecie. Wiele dowodów ich istnienia znajdował na kartkach ziemskich legend i baśni, jak również pośród dzieł współczesnych twórców. Stworzenia te przedstawiane były w jednej kulturze jako symbol siły i zniszczenia, a w innej wręcz przeciwnie – jako przewodnicy, znak pierwotnej mocy, szczęścia, obfitości, sukcesu, rozwoju i miłości. Oczywiście to drugie znaczenie było mu zdecydowanie bliższe, gdyż sam reprezentował te wartości. A może istniały różne plemienia smoków, reprezentujące dobro lub zło? A jeśli tak, to kim mógł stać się on sam, jeśli nie trafiłby w swej podróży na tak wspaniałych przewodników i nie podjąłby się swego zadania?

Doran, podobnie jak człowiek, co jakiś czas zadawał sobie pytania, dotyczące jego własnej tożsamości. Był przy tym spokojny i świadomy, że te właściwe odpowiedzi pojawią się w jego życiu, choć w nieznanej dla niego jeszcze formie.

Pewnego razu, kiedy smok siedział na widowni, wspomagając za pomocą żywiołu ognia występujących artystów, zdarzyło się coś zaskakującego. Przed jego oczami, gdzieś  pod sceną, przemknęła postać istoty mu podobnej. Zanim zdążył pomyśleć, że to złudzenie, obraz pojawił się ponownie. Zupełnie zaskoczony przemieścił się w miejsce, w którym ją dostrzegł i w tym samym momencie zjawa stanęła tuż przed nim.

       Kim jesteś? - zapytał, cofając się instynktownie.

       Twoją siostrą Doranie. Mam na imię Alanis – odpowiedziała turkusowa istota.

       Ja nie mam rodziny – odparł smok

       Ależ wręcz przeciwnie! – wykrzyknęła radośnie smoczyca, a przed oczami Dorana scena w teatrze zaczęła tracić swe barwy, aż całkiem znikła. Smok w mgnieniu oka  znalazł się w innym wymiarze. Pomyślał, że bierze udział w jakimś niesamowitym przedstawieniu, lecz wkrótce przekonał się, że to nie jest ziemski teatr.

Kolejne odczucie smoka skłaniało go ku stwierdzeniu, że oto zawitał na całkiem innej planecie, pełnej soczystych kolorów, przesiąkniętych niesamowitym blaskiem. Z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w niezliczoną liczbę połyskujących grot skalnych, lazurowych wodospadów z warkoczami tęczy spływających do uroczych źródełek i ogromnych drzew wyrastających wprost z zielonych obłoków. Długie, kilkunastometrowe gałęzie, zwisające nad srebrnoszarymi grotami, tworzyły krajobraz podobny do ziemskiej dżungli. Dodatkowo niezliczona ilość kwiatów i ziół odurzyła - i tak oszołomionego smoka - swym intensywnym aromatem.

W całym tym niecodziennym wydarzeniu, najbardziej zaskoczył Dorana widok smoków, które zgromadziły się, by go przywitać. Wszystkie były turkusowe, podobne lecz nie identyczne. Różniły się wielkością, kolorem oczu i plamkami na skórze. Całą ta wielka gromadka uśmiechała się do niego szeroko i spieszyła, by serdecznie go przywitać.

       Czy ja trafiłem do nieba, o którym mówią ludzie? - zapytał niepewnie Doran, pomiędzy jednym a drugim uściskiem kolejnego smoka, czy smoczycy.

       Ależ skąd! Jesteś w domu, wśród swoich. To świat równoległy z ziemskim lecz ludzie raczej tu nie trafiają, chyba że w snach – odpowiedziała wesoło Alanis – Nic nie pamiętasz? Sam wybrałeś drogę, którą teraz tak dzielnie podążasz.

       Niestety nie pamiętam ale czuję się z wami tak wspaniale! - odpowiedział wzruszony smok, dodając:

       To znaczy, że mam rodzinę i nie jestem sam? Dlaczego tego nie pamiętałem?

       Ponieważ to było częścią twego ziemskiego planu Doranie – przemówił do niego smok, który wydawał się być znacznie starszy od pozostałych - Pragnąłeś doświadczyć życia podobnego do ludzkiego, aby lepiej ich zrozumieć i pomóc. Pamięć powróci w swoim czasie, nie martw się tym.

       Jesteś tego pewien? - zapytał nieśmiało Doran. Starszy smok roześmiał się serdecznie, a wraz z nim pozostałe smoki i smoczyce.

       Tak, jestem pewien. To ze mną rozmawiałeś na temat swej misji, tuż przed pojawieniem się na Ziemi. Moje imię to Lee. Witaj w smoczej krainie Doranie! Ciesz się tym, co tu i teraz bo nie zabawisz długo w tym miejscu.

       Skoro trafiłem do domu, to dlaczego nie mogę tu zostać? – zapytał rozczarowany smok.

       Ponieważ to, co zaplanowałeś na Ziemi jeszcze nie wypełniło się do końca – odpowiedział Lee, dodając po chwili:

        Jednak powrócisz tam z cudowną świadomością posiadania rodziny, a to bezcenne.

Starszy smok nie mylił się, co do efektów zgłębienia tajemnicy pochodzenia przez Dorana. Po tym wydarzeniu smok nabrał większej mocy i pełni, zasilony wiedzą o swej niezwykłej tożsamości i z poczuciem wsparcia ze strony wspaniałej rodziny.

Przekonał się, że każdy mieszkaniec smoczego wymiaru ma swój niepowtarzalny talent oraz indywidualną ścieżkę. Pomimo to, czuł z nimi wspólną, niezaprzeczalną więź, a w ich oczach obserwował znajome już światło. Takie samo tańczyło w źrenicach jego ziemskich opiekunów i na twarzach ludzi, którzy tworzyli i pracowali w natchnieniu.

Dzięki swym podróżom i bezustannemu zdobywaniu wiedzy był pewien, że w tym magicznym połączeniu i za tym światłem kryje się kolejna tajemnica. Chodziło o wszechobecne Źródło, z którego to połączenie wynikało i przenikało każde doświadczenie - czy to ziemskie, czy też nie.

Rozmawiał o tym z Alanis, z którą miał okazję spotykać się jeszcze po powrocie na Ziemię.

-        Zapewne wiesz już, że ludzie to Źródło nazywają bardzo różnie, ale nie zmienia to faktu, że większość z nich wyczuwa Jego istnienie. A są tym bliżej, im bardziej się na tę miłość i prawdę otworzą, zaczną je przejawiać w codzienności. Pomagasz właśnie tym, którzy swymi talentami otwierają ludziom serca. I to jest piękne!

-        Dziękuję Alanis. Zapewne ty również masz tutaj coś do zrobienia – odparł Doran. A ona uśmiechnęła się, rozpromieniła źródłowym (miał wrażenie) blaskiem i odpowiedziała:

-        O tak! To boska przygoda łączniczki, mój drogi Doranie – odpowiedziała tajemniczo i smok wyczuł, że na więcej nie może liczyć, a przynajmniej nie przed powrotem do domu. Cieszył się jednak jej towarzystwem i tą radosną energią, którą emanowała już do końca jego ziemskiej i nieziemskiej wędrówki.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

PUNKT WIDOKOWY

DOSTROJENIE

LAS I TOŻSAMOŚĆ